poniedziałek, 10 sierpnia 2009

On wie, ze my nie wiemy, co on mowi :)

Wieczor, runda przedsenna. Bubek w lozeczku przywalony stala gorka z ksiazek. Niestety, nie chwyta zadnej z nich, patrzy mi tylko w oczy i pyta, właściwie żądając:

- Tata, motyła kosia? Motyła kosia?

Hm... kosia=książka. To wiem. Ale "motyła"?! Motyla noga.. nie wiem kompletnie o co mu chodzi? Zna on slowo motyl, to wiem też. Ale książki o motylu nie mamy na pewno. Jestem w kropce. Opowiadam wiec:
- Motyla? Jakiego chcesz motyla synku? (czasami udaje nam sie zająć go czymś innym..)
- Motyła kosia! (nie udaje się, za to w glosie ma zniecierpliwienie)
- Motyla......motyla...o rany, Antek... nie wiem. Ankaaaa?? Chodz, o co mu chodzi? (do pokoju wkracza mama).
- Motyła kosia! Motyła, motyła!
- ???? (mama i tata wygladaja bardzo glupio i patrza sie na siebie tepawo)

I nagle dzieje sie cud: Antek zatrzymuje sie w pol slowa i mowi:
- Motyła...yyy...yy.. ciuch-ciuch, motyła?
(w sposob mniej wiecej taki, w jaki to my mowimy do niego: wol-no i wy-raz-nie)
- AAAAA, LO-KO-MO-TY-WA.

I wszystko jasne :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz