poniedziałek, 5 października 2009

Jak nie dac sie zwariowac.

Pomyślałem sobie ostatnio, że wśród czytelników tego bloga jest też troszeczkę przyjaciół, którzy dopiero szykują się na przeżywanie przygód rodzicielskich. Nie chcę nikogo pouczać, ale może przyda sie parę rad o tym, jak postępować z małymi gadułami.

Oto pierwsza z nich:

Około drugiego roku życia (ten moment zależy bardziej od rozwoju mowy, a nie od daty w kalendarzu) zaczyna się etap, który nazwałbym "etapem małego utrapieńca".
Objawia się to w ten sposób, że mały mówca albo powtarza jak papuga KAŻDE usłyszane słowo, lub - co gorsza - zadaje w kółko to samo pytanie. I wtedy powtarza odpowiedź oraz to nieszczęsne pytanie.

Wygląda to mniej więcej tak:
- Tatusiu, co to jest?, pyta Bubek wskazując na zdjęcie pieska, w książeczce, którą przewertowaliśmy już około 2139813 razy. Słowo "piesek" zna Antek na pewno od 4-5 miesięcy.
- To jest piesek synku, odpowiada tata zgrzytając lekko zębami.
- Tak, piesek....tatusiu, co to jest?, pyta Bubek wskazując NA TEGO SAMEGO PSA.
- To jest piesek synku, odpowiada tata i czuje opiłki zebów na języku.
- Tak, piesek....tatusiu, co to jest?
- P i e s e k
- Tak, piesek....tatusiu, co to jest?
- Pieeeeeeeeeesek
- Tatusiu, co to jest?
- Pies
- Tak, piesek....tatusiu, co to jest?
- Piesek, o matko Antek!
- Co to jest?
(... w tym momencie należy zmienić taktykę, bo z malcem się nie wygra)
- To jest struś pędziwiatr z Ameryki!
(cisza, malec analizuje odpowiedź...)
- Nieeee, tatusiu! To jest piesek przecież!

I sprawa załatwiona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz