Jak juz tutaj wspominalismy, Antek jest dzieckiem dwujezycznym: polsko-francuskim. Jego polszczyzna jest juz niezla, co widac z ponizszych wpisow (mamy nadzieje).
Jego francuski jest nadal bardzo prosciutki i sklada sie z rownowaznikow zdan lub pojedynczych hasel.
Wiemy jednak z roznych madrych ksiazek oraz ogladania lokalnych wielojezykowych dzieci (4 letnia polsko-niemiecka Annika zna cztery: polski, niemiecki, francuski, angielski!) wiemy, ze w pewnym momencie zaczyna sie pomieszanie z poplataniem. Male dziecko nie ma bowiem swiadomosci, ze mowi ROZNYMI jezykami. Intuicyjnie swietnie wie, do kogo sie w jakim jezyku odezwac (do taty po polsku, do nianki po francusku), ale nie wie, ze to sa 2 swiaty. Dla niego to jeden jezyk, JEGO jezyk. Pierwsza probka tego fenomenu byla taka:
Wieczor, bierzemy za sluchawke i dzwonimy do dziadkow w Polsce. Synek wyrywa nam telefon i krzyczy:
- Chce powiedziec "dzien dobry" à dziadek!
(czyli dosc doslowne tlumaczenie konstrukcji - komu/czemu powiedziec - z francuskiego: Je veux à lui dire bonjour).
Zaczynaja sie ciekawe czasy........
czwartek, 29 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz