Poranek, Antek wsuwa swoje czekoladowe kulki z mlekiem. Siedzi przy stole jeszcze w pizamie, ale zaraz musi sie ubierac i jechac z tata do swojej nianki (tzw. maman du jour, czyli domowe przedszkole u pani, ktora ma u siebie codziennie ok. 4-5 dzieci).
Na stole czeka juz ubranie Antka.
Antek mowi z pelna buzia:
- Chce kluske.
Tata analizuje szybko sytuacje i dochodzi do wniosku, ze nie chodzi jednak o "kluske". Rozglada sie po stole i jego wzrok laduje na koszulce synka:
- B-l-u-z-k-a. Chcesz bluzke?
- Nie, tato! Chce kluske!
O matko, jaka kluske? Jestem bezradny:
- Kluske chcesz synku? Kluski sie je na kolacje, a teraz jemy sniadanie.
- Niee, tatko. Kluske!
- Kluske?
Antek zrywa sie z krzeselka i pruje do kuchni. Wraca triumfalnie z zielonym owocem w dloni:
- Kluska!
- Co?
- Gluska!
- Aaaa, GRUSZKA!
niedziela, 11 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz