czwartek, 29 października 2009

Trudne slowko



Wieczor. Antek w pizamie. Czytamy ostatnia przed spaniem ksiazeczke o kolorach. Na tej stronie wszystko jest zolte.

- Co to synku?
- To jest zolta ci-try-na.
- Dobrze. A to?
- To jest zolty kur-ciak.
- Dobrze, a to? Co to jest?
- yyyy
- No??
- Zoltaaaa..
- Ku-ku-ry-dza (podpowiada tata).
- yyyyy
- No, sprobuj: ku-ku..
- Kuku!
- ry-dza
- Tak!

Zaczyna sie pomieszanie.

Jak juz tutaj wspominalismy, Antek jest dzieckiem dwujezycznym: polsko-francuskim. Jego polszczyzna jest juz niezla, co widac z ponizszych wpisow (mamy nadzieje).
Jego francuski jest nadal bardzo prosciutki i sklada sie z rownowaznikow zdan lub pojedynczych hasel.
Wiemy jednak z roznych madrych ksiazek oraz ogladania lokalnych wielojezykowych dzieci (4 letnia polsko-niemiecka Annika zna cztery: polski, niemiecki, francuski, angielski!) wiemy, ze w pewnym momencie zaczyna sie pomieszanie z poplataniem. Male dziecko nie ma bowiem swiadomosci, ze mowi ROZNYMI jezykami. Intuicyjnie swietnie wie, do kogo sie w jakim jezyku odezwac (do taty po polsku, do nianki po francusku), ale nie wie, ze to sa 2 swiaty. Dla niego to jeden jezyk, JEGO jezyk. Pierwsza probka tego fenomenu byla taka:

Wieczor, bierzemy za sluchawke i dzwonimy do dziadkow w Polsce. Synek wyrywa nam telefon i krzyczy:

- Chce powiedziec "dzien dobry" à dziadek!

(czyli dosc doslowne tlumaczenie konstrukcji - komu/czemu powiedziec - z francuskiego: Je veux à lui dire bonjour).

Zaczynaja sie ciekawe czasy........

Bubek odwraca role.

Wieczor, choc wlasciwie popoludnie, ale juz po zmianie czasu na zimowy, wiec 18.10, a ciemno jak w d... Antek i Mama wracaja z miasta do domu. Antek wyglada za okno:
- Mama, co to?
Mama prowadzi samochod, ale domysla sie jakos, ze chodzi o jasno swiecacy na ciemnym niebie ksiezyc.
- Ksiezyc, Antek.

- Brawo, mama!!! (Antek klaszcze w raczki i sie smieje)

niedziela, 25 października 2009

Ma...

Mama i Antek zaczynaja cwiczenia z kolorowania. Synek ma juz wielkie pudlo kolorowych flamastrow, ktorymi do tej pory glownie mazal szalenczo po kartkach. Teraz dostal pierwsza ksiazeczke dla 2-latka i ma probowac kolorowac kontury.
Mama otwiera ksiazeczke na czarno-bialym obrazku chlopca i dziewczynki. Tlumaczy:
- To jest chlopiec, to Antek. A to dziewczynka, to Maja.

Zaczyna sie kolorowanie. Mama mowi:
- Dziewczynka ma wlosy, buzie, bluzke, spodnie.

Po jakims czasie mama sprawdza wiedze Synka:
- Powiedz, jak ma na imie chlopiec?
- Antek.
- Tak. A jak ma na imie dziewczynka?
- (.......)
- No? Jak ma na imie? Ma....?
- Ma bluzke.

Moj, twoj, swoj.

Antek od pewnego czasu odkrywa zaimki przymiotne: moj, twoj, etc.
Oczywiscie ulubiony to moj, moja, moje.

Konczymy kolacje. Tata odklada swoj (nomen omen) talerz, a na nim kladzie talerzyk Synka.
Synek: - To twoj, tata? [wym. tfuj].
Tata (patrzac na brudny talerzyk): - Tak, synku. To FUJ, brudne.

(Mama zaczyna glosno sie smiac).

Co kto pije.

Kolacja, Synek przezuwa jedzenie. Nagle przypomina sobie co pomogloby w przelykaniu:
- Chce pic mama.
- Mleko Ci dam, Antek.
- Niee, sok chce!
- Nie, synku. Dostaniesz mleka.
- Nie, mama. Maja pije mleko (siostra Antka ma 4,5 miesiaca).
- Tak? A ja co pije?
- Mama wode pije.
- A tata?
- Tata........piwo! Iiiii, i wino tez.

Milosc mamy, odwzajemniona.

Synek siedzi u mamy na kolanach i sie przytula. Mama zachwycona patrzy mu w oczy i mowi:
- Kocham Cie, synku.
Synek, z powaga i zrozumieniem:
- Tak.

niedziela, 11 października 2009

Klopoty z wymowa.

Poranek, Antek wsuwa swoje czekoladowe kulki z mlekiem. Siedzi przy stole jeszcze w pizamie, ale zaraz musi sie ubierac i jechac z tata do swojej nianki (tzw. maman du jour, czyli domowe przedszkole u pani, ktora ma u siebie codziennie ok. 4-5 dzieci).
Na stole czeka juz ubranie Antka.

Antek mowi z pelna buzia:
- Chce kluske.

Tata analizuje szybko sytuacje i dochodzi do wniosku, ze nie chodzi jednak o "kluske". Rozglada sie po stole i jego wzrok laduje na koszulce synka:
- B-l-u-z-k-a. Chcesz bluzke?
- Nie, tato! Chce kluske!

O matko, jaka kluske? Jestem bezradny:
- Kluske chcesz synku? Kluski sie je na kolacje, a teraz jemy sniadanie.
- Niee, tatko. Kluske!
- Kluske?
Antek zrywa sie z krzeselka i pruje do kuchni. Wraca triumfalnie z zielonym owocem w dloni:
- Kluska!
- Co?
- Gluska!
- Aaaa, GRUSZKA!

poniedziałek, 5 października 2009

Jak nie dac sie zwariowac.

Pomyślałem sobie ostatnio, że wśród czytelników tego bloga jest też troszeczkę przyjaciół, którzy dopiero szykują się na przeżywanie przygód rodzicielskich. Nie chcę nikogo pouczać, ale może przyda sie parę rad o tym, jak postępować z małymi gadułami.

Oto pierwsza z nich:

Około drugiego roku życia (ten moment zależy bardziej od rozwoju mowy, a nie od daty w kalendarzu) zaczyna się etap, który nazwałbym "etapem małego utrapieńca".
Objawia się to w ten sposób, że mały mówca albo powtarza jak papuga KAŻDE usłyszane słowo, lub - co gorsza - zadaje w kółko to samo pytanie. I wtedy powtarza odpowiedź oraz to nieszczęsne pytanie.

Wygląda to mniej więcej tak:
- Tatusiu, co to jest?, pyta Bubek wskazując na zdjęcie pieska, w książeczce, którą przewertowaliśmy już około 2139813 razy. Słowo "piesek" zna Antek na pewno od 4-5 miesięcy.
- To jest piesek synku, odpowiada tata zgrzytając lekko zębami.
- Tak, piesek....tatusiu, co to jest?, pyta Bubek wskazując NA TEGO SAMEGO PSA.
- To jest piesek synku, odpowiada tata i czuje opiłki zebów na języku.
- Tak, piesek....tatusiu, co to jest?
- P i e s e k
- Tak, piesek....tatusiu, co to jest?
- Pieeeeeeeeeesek
- Tatusiu, co to jest?
- Pies
- Tak, piesek....tatusiu, co to jest?
- Piesek, o matko Antek!
- Co to jest?
(... w tym momencie należy zmienić taktykę, bo z malcem się nie wygra)
- To jest struś pędziwiatr z Ameryki!
(cisza, malec analizuje odpowiedź...)
- Nieeee, tatusiu! To jest piesek przecież!

I sprawa załatwiona.

niedziela, 4 października 2009

Mały chłopiec

Antek ma dokładnie 2 lata, 3 miesiące i 2 dni. Nie jest już dzidziusiem, chyba powoli staję się małym chłopcem.... przejawia się to na wiele sposobów.. lalkami się nie interesuje, za to narzędziami taty oraz koparkami i traktorami w okolicy baaardzo. Ostatnio coraz większe wrażenie - jak na każdym mężczyźnie - robi na nim ROZMIAR: chętnie mówi "duuziooo" oraz "wieelki".... Najwyraźniej też pilnie słucha swego tatusia...

Korzystając z ostatnich słonecznych dni cała rodzina wybrała się na spacer po okolicy:



Okolica jest mocno wiejska, obfituje też w masy urządzeń rolniczych takich jak traktory. Te z kolei fascynują małego Bubka. W czasie spaceru przechodziliśmy obok zagrody rolnika. W zagrodzie stał duży niebieski traktor z przyczepą-cysterną na wodę dla krów.

Gdy synek ją zobaczył, stanął jak wryty, a następnie krzyknął:

- Mamusiu patrz! Traktor... jaki wielki!... z przyczepą......O KURDE!

K łopoty ze słówkami

Jak wiadomo dzieci w początkach swego mówienia wiele rzeczy nazywaja "po swojemu". Pisaliśmy o tym już kiedyś. Teraz gdy Antek mówi już całkiem sprawnie ("Czy ja mogę odejść od stołu mamusiu?"), pozostał na placu boju.......smok, czyli po antkowemu "ufa". Antek nazywa tak smoczki, które wyglądają o tak:



Oglądamy ostatnio książeczkę z pluszowymi zabawkami. Pojawia się w niej pluszowy smok, taki jak ten Wawelski, o taki mniej więcej:




Tata pyta Antka: - A to co syneczku?

- To ufa tato!

czwartek, 1 października 2009

Kłopoty z powtarzaniem

Antek jest teraz w fazie całkiem zaawansowanego mówienia. W fazie tej malec pieczołowicie powtarza jak papuga KAŻDY usłyszany wyraz. Czasami daje to zabawne efekty:

1.

Tata i mama wpajają synkowi "kurturę" i próbują by Synek mówił "poproszę" zamiast "chcę" czy "daj".
Dzisiaj Antek w kąpieli nagle przypomniał sobie o swoim pierwszym nałogu:
- Mama, daj ufa! [ufa = smoczek]
- Nie synku.
- Mama, chce ufa!
- Nie "chce" tylko.......?
- Chce ufa!!
- Powiedz inaczej Antek!
- Inaczej!

2.

Antek skacze jak szalony po łóżku rodziców. Wchodzi tata:
- Antek jest łobuz!
- Tak tak! Antek jest lyłobuz!
- Nie "lyłobuz", tylko "ło-buz".
- Antek jest łobuz tylko!

Na hustawce.

Po wyjsciu od niani Antek pruje na hustawke. Ma dzisiaj baaardzo duzo energii (jak zreszta przez 355 dni w roku). Wskakuje na hustawke-sprezynke i buja sie krzyczac.
Tata mowi zatroskany:
- Synku, a co bedzie jak spadniesz z hustawki?

- To bedzie wielkie BAM tatusiu!

Antek Mai dal zabawki

Mama zostawila Antka samego z mlodsza siostra na ok. 2 minuty.....



Mama wraca, Antek:

- Antek Mai dal zabawki!